piątek, 5 czerwca 2009

historia pewnej łazienki...

a dokładnie tego, co tam się działo...paryskiej... od dawna wielbię Grizzly Bear za to, że wypełniają niszę indie-krainowych śpiewów i zaśpiewów na głosy męskie...

robią to tak doskonale, nawet w paryskiej łazience... proszę nie lekceważyć początku swoistego dokumentu...



i tylko we Francji, bez instrumentów mogli się wziąć za utwór The Knife...



jak może być pięknie, czy może być - to prawidłowe pytanie (!)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz