wtorek, 22 czerwca 2010

pa

wiem, że blog był mało aktualizowany. wybaczcie. na bieżąco sam nawet nie jestem.
w najbliższą niedzielę słyszymy się po raz ostatni.

przynajmniej na falach Polskiego Radia Olsztyn.

dziękuję za wszystkie maile, uwagi, propozycje i stosowne myśli :)
przydadzą się na nowej drodze, jak sądzę.

szukajcie nowych, dźwięków, wieści, lepszych czasów.
przedziałowe - "wysiadam".

do usłyszenia niedzielą po 23ciej.

piątek, 28 maja 2010

no to zestawienie roku już wiadomo, jak wygląda...

...początek sierpnia - premiera nowego krążka Arcade Fire pt. "Suburbs" - mistrzów kończącej się dekady.

...nie ma co ukrywać, najbardziej oczekiwana premiera roku 2010.

...12-stka już wypuszczona w eter. Możecie sprawdzić:



A. The Suburbs




AA. Month of May


ogniste pozdrowienia, przemierzające mgły olsztyńskie :P

czwartek, 27 maja 2010

panowie są z Polski (?)

...jest młody, nie da się ukryć, obecnie egzaminowany, pytany o swoją "dojrzałość". czyli 19 lat. i nie da się ukryć, że obiecujący. songwriting liźnięty od największych tego świata. choć to początek drogi, wszystko przed nim.

...debiutancka EPka zawiera 4 utwory. "Morning Bird" otwierający ma chyba największą siłę przekazu. ptaki i melodyjna, wręcz pociągająca ("do wzięcia") gitara, oraz pogłosy. wszystko pięknie, bez komplikacji. gościnnie wokalistka zespołu Let The Boy Decide Magdalena Noweta (również w utworze nr 2).

...można się zanurzyć. Morning Bird znajdziecie na profilu myspace artysty, czyli tu.

...a nazywa się Peter J. Birch. drobne niedopatrzenie.
...przy okazji takich dźwięków wspominam dobrze innych panów śpiewająco-gitarowo-grających-samotnie.
...Graftmann, który po reedycji pierwszej płyty z dodatkowymi 5-ma piosenkami zamilkł. A warto Go sobie przypomnieć, odświeżyć!



...no i rodzinny, dobrze już kojarzony duet. Twilite, którego EPkę możecie legalnie i za darmo ściągnąć z miejsca tego.

...więcej takich chłopaków potrzeba. Rynek nie poniesie, ale wrażliwcy - owszem.

islandzka nowość

z kolektywu Seabear nagrywającego dla Morr Music, a jakże, tym razem solo: Sóley

niby nic takiego, a jednak pachnie wulkanem.

Sóley: Theater Island by morrmusic

czy Was też tak ostatnio boli głowa, jak mnie?

słonecznie.

czwartek, 20 maja 2010

gapa zagubiony.

minęły dwa miesiące. nie wiedziałem, że czas ten tak szybko zleciał. za oknem nie wiosennie jednak, a przecież już dwa miesiące tęskniło się za porą roku, która budzi. muzycznie również.

wysypało płytami nie tylko wiosennymi, na które poniekąd nie ma tu miejsca. wiosna to żywioł. jesień - to zmierzch. i niekoniecznie ten filmowy. ale muzyczny - owszem.

wiele w ostatnich dwóch miesiącach przesłuchałem. postaram się częściej edytować, i wyrównywać rachunki z blogiem, bo ktoś go jednak przegląda, patrząc w statystyki.

w ostatnią niedzielę w Przedziale, prezentowałem dwa ostatnie utwory z drugiej w kolekcji, dyskografii płyty "Down The Way" rodzeństwa Angus & Julia Stone. pochodzą z Australii, o czym wspominałem. u nas praktycznie nie znani, okraszeni wrażliwością południa, chłonąc dźwięki na trasie po trzech kontynentach nowy krążek przynosi zmianę, gitarę elektryczną i nieco żywszą motorykę. z drugiej strony bliskie popu melodie, przyswajalne ballady, w tym ta:



The Devil's Tears z ukrytym drugim utworem Old Friend muzycznie uświetnił nasze ostatnie spotkanie niedzielne. W tym tygodniu - Joanna Newsom, nie muszę jej przedstawiać. Wydała kilka tygodni temu swój kolejny album (po wybitny Ys) Have One On Me - trzypłytowy. Ale my posłuchamy rarytasu z małej płytki, serdecznie zapraszam, niespodzianka!

w poczekalni na recenzję, i zamieszczenie dla podróżników, m.in. nowy Olafur Arnalds. Ale tego albumu właśnie słucham, dlatego na kilka słów będzie trzeba jeszcze poczekać...


p.s. Joanna i jej rocznik '81....just wow.




majowe, deszczowe pozdrowienia. (!)
do miłego.

poniedziałek, 15 marca 2010

dlaczego nazwa wytwórni to marka sama w sobie.

kupujecie płyty w ciemno? jeśli w ogóle kupujecie... zdarza Wam się zajrzeć na półki w sklepie muzycznym i zwrócić uwagę na nieznany krążek? bo okładka, bo napis, bo coś tam. i najważniejsze, kupiliście, bo estetycznie Wam się spodobało wydawnictwo albo że to kolejna płyta z tej albo tamtej wytwórni? zamieszałem. ale już prowadzę do finału. bo.... przekonanie, że nazwa wytwórni ma swoją siłę i oddziałuje na artystów oraz fanów po raz kolejny daje o sobie znać. sam wiele razy, przeszukując półki z promocją natrafiałem na nazwy Ninja Tune, Morr Music czy Domino Records. Najpierw oswoiłem się spokojnie z nazewnictwem. później zacząłem kupować w ciemno. wszystko trafione. gdybym spotkał w miejscu z przeceną ostatni krążek Beach House, w ciemno - jest delikatnym określeniem własnych chęci posiadania tej muzycznej układanki.

Sub Pop po raz kolejny zachwyca powyższym duetem...



Sub Pop stał się już dawno, i to pewnie nie tylko dla mnie, legendą. Właściciele firmy stale dbają o jakość wydawanych krążków, tak jakby wszystko się działo pomiędzy przewodami łączącymi wytwórcę z artystą, marketingowca z grafikiem, kosiarza umysłów z trendseterem. Cholera, wszystko gra.

Sub Pop mnie pociągał w tamtym roku, czy to Iron & Wine, czy Tiny Vipers, która za trzy dni przyleci nad Wisłę. Bo to obecnie wspólny pociąg do lepszego - tych, którzy na tym zarabiają, no i tych, którzy chcą zarabiać, i być sławni inaczej (czyt. alternatywnie).

Beach House i tak będę miał, bez względu, czy pojawi się na mej ulubionej półce, z promocją gwarantującą pełny koszyk, pusty portfel i pełne zadowolenie, czy też nie trafi zupełnie do Polski. od czego są sklepy bez widocznych półek..


kupujcie płyty. i patrzcie nie na kolory, a na prawa autorskie i obok nich na coś z napisem "records".

na dokładkę Beach House. bo we mnie jest ten świat.



wieczorne plum.

sobota, 13 marca 2010

poszukiwania.

sobotnie przed i popołudnie odmierzam ilością przerzuconych kilogramów płyt w poszukiwaniu tych, których dawno nie słuchałem.

nigdy jakoś nie miałem czasu, by przesłuchać od deski do deski podwójnego albumu Lali Puny z 2005 roku. "I thought I was over that" wydany owszem w Morr Music, wytwórni do której mam niewątpliwie słabość, a która w ostatnich latach zmieniła trochę kierunek i z czysto elektronicznych odmian przeszła na stronę folku i gitarowych melodii, oszczędnych w wielu punktach, wydając płyty Borko, czy Seabear. Nie mówię już o swoistej ofensywie islandzkich sił w postaci tych dwóch, oraz znakomitego Mum...

na płycie Lali Puny od wieków zachłanny na dźwięki wersji utworu "Awaiting For Accident" w remiksie Boom Bip. niestety youtube okazał się być zawodny, nie ma tam tego numeru. w zamian proponuje Past Machine, singiel, który promował wydawnictwo, jako jeden z niewielu premierowych numerów na tym składaku.



dodam, że nowa płyta za chwilę, miesiąc, bądź dwa. Lali Puna odwiedzi również Katowice, zagra na Off Festivalu. co jest zachętą dodatkową by na Śląsk z Mazur się wybrać.

wieczór otwierać za to powinna liryczna Speech Debelle. piękne instrumentarium z feelingiem i frazą, których to zawsze brakuje mi w hiphopowej obudowie. Ninja Tune niezawodna. zapominalskim przypomnę, że Speech dostała Mercury Music Prize. co to było za zaskoczenie! to tak, jakby u nas Twilite zdobył cztery Fryderyki... niemożliwe. singlowy "Go Then Bye" aż krzyczy "należało się".



a słabością do zdjęć na okładkach singli zakończę. Alison na epce A & E wygląda dokładnie tak, jak sobie ją wyobrażam w twórczych działaniach naturalnych, w eksploracji pyłków wiosny. remiks tytułowego nagrania pozwoli odkryć Wam, do czego zmierzam (albo i nie :)...)



Goldfrapp też w tym roku wydaje płytę. to będzie jednak powrót klasyki lat 80-tych i dźwięków tamtej samby. mnie się Felt Mountain zachciewa. przełom wieków dał za wiele na raz.

przypominam, jutro po 23ciej na falach Polskiego Radia Olsztyn, pierwszy pełny odcinek Przedziału Sypialnego w nowej postaci. zapraszam na www.ro.com.pl.

miłego.

czwartek, 11 marca 2010

krach nocny.

nie mogę się od czarnego hałasu uwolnić, najlepiej smakuje nocą, owszem. singlowy poniżej lepiej brzmi na płycie, w wersji nieskróconej. I to nie jest czuły punkt 70-minutowego albumu...



słońca, wiosny, bezsenności.

niedziela, 7 marca 2010

Iowa z pół happy endem

to miała być pierwsza moja ulubiona płyta polska tego roku. Iowa Super Soccer i ich Stories Without Happy Ending. Parafrazując tytuł, dla mego ucha to też nie był dobry koniec. Po kilku dniach nastąpiło drugie podejście, dziś trzecie. I co?

Wnioski po części pozostały jednak z pierwszego przesłuchania. Ale najpierw o faktach. Po zawirowaniach personalnych, jakie nawiedziły zespół, trzon formacji pozostał bez zmian. Pierwsze skrzypce nadal należą do Natalii Baranowskiej i Michała Skrzydło. Pierwsza płyta ukazała się 12 kwietnia 2008 roku, pt. Lullabies To Keep Your Eyes Closed. 15 marca do sklepów trafi ta nowa, z historiami bez happy endu....

Na początku tego roku Michał Skrzydło tak mówił o nowym krążku: Będzie to płyta bardziej gitarowa, choć nie zabraknie na niej utworów nawiązujących do pierwszej płyty. Dla mnie osobiście jest to płyta bardziej dynamiczna, chociaż niektórzy twierdzą, że jest spokojniejsza. Rzeczywiście może nie porywa aż tak rytmicznie, ale z pewnością gitary nadają jej innego charakteru. (cały wywiad znajdziecie tu)

I faktycznie, gitary to pierwsze tło, tuż po wokalu Natalii, o którym nie muszę chyba wspominać, że jest nadzwyczaj ciepły i dla mnie taki cielesny. Czasem jest żywiej, jak wspominał Michał (Mr. Lonely, Oh, My Heart), choć w przypadku Iowa nie do końca da się rozróżnić szybkie i wolne tempo...

Aranżacyjnie, drugi album w dorobku mysłowiczan jest bardziej bogaty. Słychać smaczki, które w przypadku gitarowej, delikatnej struktury piosenek, powinny mieć obowiązkowe miejsce w zestawie (m.in. Scary Book). Mimo wszystko, harmonie i melodie na Stories Without Happy Ending nie posiadają przestrzeni, do których przyzwyczaił nas debiut ISS. Tych pięknych, wpadających. Nie oznacza to jednak, że ta płyta jest słaba. Nie. Wręcz przeciwnie. Myślę, że czas i koncerty przykryją te kompozycje dodatkową szlachetnością. O niektóre z nich nie muszę się nawet martwić. Singlowy My World to cudowna melodia. i piękne partie skrzypiec w tle, podnoszące harmonię do maksimum. Gitara brzmi tu jak za starych dobrych czasów (uwaga, ze strony ISS możecie za darmo ściągnąć singlowy mój świat, proszę bardzo). Powtórką z debiutu jest Suzanne, i uznaję to za atut. Ba! Chcę więcej takich klasycznych powtórek. Posłuchajcie jeszcze Scary Book, by się utwierdzić, że to dobra płyta, idealna w czasie (trzecia minuta!). Bo dziś padał ogromnopłatkowy śnieg :)



co tu dużo mówić, jak każda recenzja, subiektywna, ta tym bardziej, bo miło wspominam ich otwarcie dużej sceny na Off Festivalu w 2006 roku, chyba 0 13-tej, kiedy z nieba padały rakotwórcze promienie świetlne :) ...

do płyty pewnie będę wracał, jednak nie tak często jak do debiutu... nadal czekam na moją pierwszą ulubioną polską płytę a.d. 2010...

polecam. i zapamiętać, Iowa Super Soccer. bo przyda się.

plum.



p.s. cały czas, po cichu, zastanawiam się, jakby zabrzmiał ISS po polsku, może w końcu doświadczę .)

informacja przednia.

powinienem pochwalić się tym już kilka dni temu. Przedział Sypialny wraca w odmienionej formie, ale znów będzie na antenie Polskiego Radia Olsztyn. Tym razem jako część audycji Grzegorza Kasjaniuka "Świeży Krem" w niedzielne wieczory, po 23.

Przedział Sypialny będzie miał formułę 15-minutowego kącika z muzyką dla specjalnych wrażliwców muzycznych, którzy piękno dostrzegają w muzyce przy której inni zasypiają :)

Dziś jeszcze niekompletny kącik, po 23-ciej przypominam. Recenzja debiutanckiej płyty Mademoiselle Karen Attention. Francuska klasyka tym samym rozpocznie ciąg naszych spotkań, krótkich ale treściwych.

Od następnego tygodnia ruszamy całą parą. Tylko od jakiej płyty tu zacząć....

serdeczności wieczorne,
do usłyszenia.

p.s. audycji możecie oczywiście słuchać w Internecie na stronie www.ro.com.pl

smutna wiadomość.

dziś pojawiła bardzo przykra wiadomość, dla uszu wrażliwych słuchaczy. Lider, wokalista, multiinstrumentalista formacji Sparklehorse Mark Linkous popełnił samobójstwo.

pozostawił po sobie dźwięki.



a tu jeszcze piękna rzecz. genialny utwór w pięknej interpretacji.



będzie mi, nam, Cię brakowało.

czwartek, 4 marca 2010

nocne.


ostatnio nie mogę spać, oglądam wschody słońca, coraz wcześniej, już nawet przed szóstą się zaczęły.

wtedy oprócz wody mineralnej gazowanej i tabliczki czekolady przyda się początek trzeciego i pewnie ostatniego albumu Telefon Tel Aviv.


pamięci Charlesa Coopera.

dobry był ten roku ubiegły (?)

cały czas żyje.
dobre wspomnienie. cholerna przeszłość dwudziestkowa.

dream pop a.d. 2010

po raz pierwszy w tym roku o muzyce z marzeń. nowa płyta Beach House. do zjadania w całości, nie często by nie zjeść wisienki na torcie. tak samo miałem w tamtym roku z Grizzly Bear. nie wpadajmy w histerię.

przyjdzie i czas na piknik z plażowym tłem w uszach.

zaproszenie...

polecam, zapraszam na dwa koncerty Tiny Vipers w Polsce (18 marca w Warszawie i 19 marca w Krakowie). genialna druga płyta "Life on earth" już raz wybrzmiała nad Wisłą, w Mysłowicach, ekskluzywny koncert widziało niewielu, teraz jest możliwość nadrobienia zaległości w emocjach.

wiosna, a z nią Jesy Fortino na dwóch występach w Polsce...


smile!

Jonsi niedługo..

za miesiąc (5 kwietnia) ukaże się pierwszy solowy krążek Jonsiego (Sigur Ros).

w singlowym "Boy Lilikoi" można się zasłuchać już od jakiegoś czasu... i jak się Wam podoba?


nie specjalnie przekonuje mnie język wypowiedzi zastosowany na płycie. zastanawiam się, czy takie przeszukanie, by znaleźć złoty środek i dopasować formę do treści nie jest spowodowane rozmowami z wytwórnią. w końcu ten zespół już dawno przestał być awangardowy i niszowy.

kto ma pełną świnkę skarbonkę, może już zamawiać limitowaną wersję płyty, do której dołączony zostanie krążek dvd z koncertem Jonsiego, uwaga! zarejestrowanym u niego w domu, w stolicy Islandii, wszystkie utwory z jego solowego debiutu w wersjach akustycznych. ach! szkoda, że moja skarbonka dopiero się zapełnia, i to w innym celu.... fragment koncertu za to można za darmo ujrzeć pod tym adresem: http://vimeo.com/9289064

my koncertowo ani akustycznie ani w pełnych kolorach nie zobaczymy, przynajmniej jak na razie... zajrzyjmy i popatrzy jak będą widzieć inni...


może jakiś masowy protest...albo 5 czerwca spotykamy się w Berlinie?

serdecznego dnia. ha!

wtorek, 2 marca 2010

...

powracam po dłuższej przerwie, z nowymi pomysłami i rezerwami na słowa, dźwięki i czyny, w tym koncerty.

wkrótce pierwsze wczesnowiosenne premiery. zaczniemy od Iowa Super Soccer i ich drugiej płyty. Po dwóch przesłuchaniach jedna myśl krąży wokół, czy to aby nie syndrom drugiej płyty?


za kilka dni ruszam torami niewidzialnymi.

p.w.ł