czwartek, 27 października 2011
sobota, 13 sierpnia 2011
wtorek, 22 czerwca 2010
pa
wiem, że blog był mało aktualizowany. wybaczcie. na bieżąco sam nawet nie jestem.
w najbliższą niedzielę słyszymy się po raz ostatni.
przynajmniej na falach Polskiego Radia Olsztyn.
dziękuję za wszystkie maile, uwagi, propozycje i stosowne myśli :)
przydadzą się na nowej drodze, jak sądzę.
szukajcie nowych, dźwięków, wieści, lepszych czasów.
przedziałowe - "wysiadam".
do usłyszenia niedzielą po 23ciej.
w najbliższą niedzielę słyszymy się po raz ostatni.
przynajmniej na falach Polskiego Radia Olsztyn.
dziękuję za wszystkie maile, uwagi, propozycje i stosowne myśli :)
przydadzą się na nowej drodze, jak sądzę.
szukajcie nowych, dźwięków, wieści, lepszych czasów.
przedziałowe - "wysiadam".
do usłyszenia niedzielą po 23ciej.
piątek, 28 maja 2010
no to zestawienie roku już wiadomo, jak wygląda...
...początek sierpnia - premiera nowego krążka Arcade Fire pt. "Suburbs" - mistrzów kończącej się dekady.
...nie ma co ukrywać, najbardziej oczekiwana premiera roku 2010.
...12-stka już wypuszczona w eter. Możecie sprawdzić:
ogniste pozdrowienia, przemierzające mgły olsztyńskie :P
...nie ma co ukrywać, najbardziej oczekiwana premiera roku 2010.
...12-stka już wypuszczona w eter. Możecie sprawdzić:
ogniste pozdrowienia, przemierzające mgły olsztyńskie :P
czwartek, 27 maja 2010
panowie są z Polski (?)
...jest młody, nie da się ukryć, obecnie egzaminowany, pytany o swoją "dojrzałość". czyli 19 lat. i nie da się ukryć, że obiecujący. songwriting liźnięty od największych tego świata. choć to początek drogi, wszystko przed nim.
...debiutancka EPka zawiera 4 utwory. "Morning Bird" otwierający ma chyba największą siłę przekazu. ptaki i melodyjna, wręcz pociągająca ("do wzięcia") gitara, oraz pogłosy. wszystko pięknie, bez komplikacji. gościnnie wokalistka zespołu Let The Boy Decide Magdalena Noweta (również w utworze nr 2).
...można się zanurzyć. Morning Bird znajdziecie na profilu myspace artysty, czyli tu.
...a nazywa się Peter J. Birch. drobne niedopatrzenie.
...przy okazji takich dźwięków wspominam dobrze innych panów śpiewająco-gitarowo-grających-samotnie.
...Graftmann, który po reedycji pierwszej płyty z dodatkowymi 5-ma piosenkami zamilkł. A warto Go sobie przypomnieć, odświeżyć!
...no i rodzinny, dobrze już kojarzony duet. Twilite, którego EPkę możecie legalnie i za darmo ściągnąć z miejsca tego.
...więcej takich chłopaków potrzeba. Rynek nie poniesie, ale wrażliwcy - owszem.
...debiutancka EPka zawiera 4 utwory. "Morning Bird" otwierający ma chyba największą siłę przekazu. ptaki i melodyjna, wręcz pociągająca ("do wzięcia") gitara, oraz pogłosy. wszystko pięknie, bez komplikacji. gościnnie wokalistka zespołu Let The Boy Decide Magdalena Noweta (również w utworze nr 2).
...można się zanurzyć. Morning Bird znajdziecie na profilu myspace artysty, czyli tu.
...a nazywa się Peter J. Birch. drobne niedopatrzenie.
...przy okazji takich dźwięków wspominam dobrze innych panów śpiewająco-gitarowo-grających-samotnie.
...Graftmann, który po reedycji pierwszej płyty z dodatkowymi 5-ma piosenkami zamilkł. A warto Go sobie przypomnieć, odświeżyć!
...no i rodzinny, dobrze już kojarzony duet. Twilite, którego EPkę możecie legalnie i za darmo ściągnąć z miejsca tego.
...więcej takich chłopaków potrzeba. Rynek nie poniesie, ale wrażliwcy - owszem.
islandzka nowość
z kolektywu Seabear nagrywającego dla Morr Music, a jakże, tym razem solo: Sóley
niby nic takiego, a jednak pachnie wulkanem.
Sóley: Theater Island by morrmusic
czy Was też tak ostatnio boli głowa, jak mnie?
słonecznie.
niby nic takiego, a jednak pachnie wulkanem.
Sóley: Theater Island by morrmusic
czy Was też tak ostatnio boli głowa, jak mnie?
słonecznie.
czwartek, 20 maja 2010
gapa zagubiony.
minęły dwa miesiące. nie wiedziałem, że czas ten tak szybko zleciał. za oknem nie wiosennie jednak, a przecież już dwa miesiące tęskniło się za porą roku, która budzi. muzycznie również.
wysypało płytami nie tylko wiosennymi, na które poniekąd nie ma tu miejsca. wiosna to żywioł. jesień - to zmierzch. i niekoniecznie ten filmowy. ale muzyczny - owszem.
wiele w ostatnich dwóch miesiącach przesłuchałem. postaram się częściej edytować, i wyrównywać rachunki z blogiem, bo ktoś go jednak przegląda, patrząc w statystyki.
w ostatnią niedzielę w Przedziale, prezentowałem dwa ostatnie utwory z drugiej w kolekcji, dyskografii płyty "Down The Way" rodzeństwa Angus & Julia Stone. pochodzą z Australii, o czym wspominałem. u nas praktycznie nie znani, okraszeni wrażliwością południa, chłonąc dźwięki na trasie po trzech kontynentach nowy krążek przynosi zmianę, gitarę elektryczną i nieco żywszą motorykę. z drugiej strony bliskie popu melodie, przyswajalne ballady, w tym ta:
The Devil's Tears z ukrytym drugim utworem Old Friend muzycznie uświetnił nasze ostatnie spotkanie niedzielne. W tym tygodniu - Joanna Newsom, nie muszę jej przedstawiać. Wydała kilka tygodni temu swój kolejny album (po wybitny Ys) Have One On Me - trzypłytowy. Ale my posłuchamy rarytasu z małej płytki, serdecznie zapraszam, niespodzianka!
w poczekalni na recenzję, i zamieszczenie dla podróżników, m.in. nowy Olafur Arnalds. Ale tego albumu właśnie słucham, dlatego na kilka słów będzie trzeba jeszcze poczekać...
p.s. Joanna i jej rocznik '81....just wow.
majowe, deszczowe pozdrowienia. (!)
do miłego.
wysypało płytami nie tylko wiosennymi, na które poniekąd nie ma tu miejsca. wiosna to żywioł. jesień - to zmierzch. i niekoniecznie ten filmowy. ale muzyczny - owszem.
wiele w ostatnich dwóch miesiącach przesłuchałem. postaram się częściej edytować, i wyrównywać rachunki z blogiem, bo ktoś go jednak przegląda, patrząc w statystyki.
w ostatnią niedzielę w Przedziale, prezentowałem dwa ostatnie utwory z drugiej w kolekcji, dyskografii płyty "Down The Way" rodzeństwa Angus & Julia Stone. pochodzą z Australii, o czym wspominałem. u nas praktycznie nie znani, okraszeni wrażliwością południa, chłonąc dźwięki na trasie po trzech kontynentach nowy krążek przynosi zmianę, gitarę elektryczną i nieco żywszą motorykę. z drugiej strony bliskie popu melodie, przyswajalne ballady, w tym ta:
The Devil's Tears z ukrytym drugim utworem Old Friend muzycznie uświetnił nasze ostatnie spotkanie niedzielne. W tym tygodniu - Joanna Newsom, nie muszę jej przedstawiać. Wydała kilka tygodni temu swój kolejny album (po wybitny Ys) Have One On Me - trzypłytowy. Ale my posłuchamy rarytasu z małej płytki, serdecznie zapraszam, niespodzianka!
w poczekalni na recenzję, i zamieszczenie dla podróżników, m.in. nowy Olafur Arnalds. Ale tego albumu właśnie słucham, dlatego na kilka słów będzie trzeba jeszcze poczekać...
p.s. Joanna i jej rocznik '81....just wow.
majowe, deszczowe pozdrowienia. (!)
do miłego.
poniedziałek, 15 marca 2010
dlaczego nazwa wytwórni to marka sama w sobie.
kupujecie płyty w ciemno? jeśli w ogóle kupujecie... zdarza Wam się zajrzeć na półki w sklepie muzycznym i zwrócić uwagę na nieznany krążek? bo okładka, bo napis, bo coś tam. i najważniejsze, kupiliście, bo estetycznie Wam się spodobało wydawnictwo albo że to kolejna płyta z tej albo tamtej wytwórni? zamieszałem. ale już prowadzę do finału. bo.... przekonanie, że nazwa wytwórni ma swoją siłę i oddziałuje na artystów oraz fanów po raz kolejny daje o sobie znać. sam wiele razy, przeszukując półki z promocją natrafiałem na nazwy Ninja Tune, Morr Music czy Domino Records. Najpierw oswoiłem się spokojnie z nazewnictwem. później zacząłem kupować w ciemno. wszystko trafione. gdybym spotkał w miejscu z przeceną ostatni krążek Beach House, w ciemno - jest delikatnym określeniem własnych chęci posiadania tej muzycznej układanki.
Sub Pop po raz kolejny zachwyca powyższym duetem...
Sub Pop stał się już dawno, i to pewnie nie tylko dla mnie, legendą. Właściciele firmy stale dbają o jakość wydawanych krążków, tak jakby wszystko się działo pomiędzy przewodami łączącymi wytwórcę z artystą, marketingowca z grafikiem, kosiarza umysłów z trendseterem. Cholera, wszystko gra.
Sub Pop mnie pociągał w tamtym roku, czy to Iron & Wine, czy Tiny Vipers, która za trzy dni przyleci nad Wisłę. Bo to obecnie wspólny pociąg do lepszego - tych, którzy na tym zarabiają, no i tych, którzy chcą zarabiać, i być sławni inaczej (czyt. alternatywnie).
Beach House i tak będę miał, bez względu, czy pojawi się na mej ulubionej półce, z promocją gwarantującą pełny koszyk, pusty portfel i pełne zadowolenie, czy też nie trafi zupełnie do Polski. od czego są sklepy bez widocznych półek..
kupujcie płyty. i patrzcie nie na kolory, a na prawa autorskie i obok nich na coś z napisem "records".
na dokładkę Beach House. bo we mnie jest ten świat.
wieczorne plum.
Sub Pop po raz kolejny zachwyca powyższym duetem...
Sub Pop stał się już dawno, i to pewnie nie tylko dla mnie, legendą. Właściciele firmy stale dbają o jakość wydawanych krążków, tak jakby wszystko się działo pomiędzy przewodami łączącymi wytwórcę z artystą, marketingowca z grafikiem, kosiarza umysłów z trendseterem. Cholera, wszystko gra.
Sub Pop mnie pociągał w tamtym roku, czy to Iron & Wine, czy Tiny Vipers, która za trzy dni przyleci nad Wisłę. Bo to obecnie wspólny pociąg do lepszego - tych, którzy na tym zarabiają, no i tych, którzy chcą zarabiać, i być sławni inaczej (czyt. alternatywnie).
Beach House i tak będę miał, bez względu, czy pojawi się na mej ulubionej półce, z promocją gwarantującą pełny koszyk, pusty portfel i pełne zadowolenie, czy też nie trafi zupełnie do Polski. od czego są sklepy bez widocznych półek..
kupujcie płyty. i patrzcie nie na kolory, a na prawa autorskie i obok nich na coś z napisem "records".
na dokładkę Beach House. bo we mnie jest ten świat.
wieczorne plum.
sobota, 13 marca 2010
poszukiwania.
sobotnie przed i popołudnie odmierzam ilością przerzuconych kilogramów płyt w poszukiwaniu tych, których dawno nie słuchałem.
nigdy jakoś nie miałem czasu, by przesłuchać od deski do deski podwójnego albumu Lali Puny z 2005 roku. "I thought I was over that" wydany owszem w Morr Music, wytwórni do której mam niewątpliwie słabość, a która w ostatnich latach zmieniła trochę kierunek i z czysto elektronicznych odmian przeszła na stronę folku i gitarowych melodii, oszczędnych w wielu punktach, wydając płyty Borko, czy Seabear. Nie mówię już o swoistej ofensywie islandzkich sił w postaci tych dwóch, oraz znakomitego Mum...
na płycie Lali Puny od wieków zachłanny na dźwięki wersji utworu "Awaiting For Accident" w remiksie Boom Bip. niestety youtube okazał się być zawodny, nie ma tam tego numeru. w zamian proponuje Past Machine, singiel, który promował wydawnictwo, jako jeden z niewielu premierowych numerów na tym składaku.
dodam, że nowa płyta za chwilę, miesiąc, bądź dwa. Lali Puna odwiedzi również Katowice, zagra na Off Festivalu. co jest zachętą dodatkową by na Śląsk z Mazur się wybrać.
wieczór otwierać za to powinna liryczna Speech Debelle. piękne instrumentarium z feelingiem i frazą, których to zawsze brakuje mi w hiphopowej obudowie. Ninja Tune niezawodna. zapominalskim przypomnę, że Speech dostała Mercury Music Prize. co to było za zaskoczenie! to tak, jakby u nas Twilite zdobył cztery Fryderyki... niemożliwe. singlowy "Go Then Bye" aż krzyczy "należało się".
a słabością do zdjęć na okładkach singli zakończę. Alison na epce A & E wygląda dokładnie tak, jak sobie ją wyobrażam w twórczych działaniach naturalnych, w eksploracji pyłków wiosny. remiks tytułowego nagrania pozwoli odkryć Wam, do czego zmierzam (albo i nie :)...)
Goldfrapp też w tym roku wydaje płytę. to będzie jednak powrót klasyki lat 80-tych i dźwięków tamtej samby. mnie się Felt Mountain zachciewa. przełom wieków dał za wiele na raz.
przypominam, jutro po 23ciej na falach Polskiego Radia Olsztyn, pierwszy pełny odcinek Przedziału Sypialnego w nowej postaci. zapraszam na www.ro.com.pl.
miłego.
nigdy jakoś nie miałem czasu, by przesłuchać od deski do deski podwójnego albumu Lali Puny z 2005 roku. "I thought I was over that" wydany owszem w Morr Music, wytwórni do której mam niewątpliwie słabość, a która w ostatnich latach zmieniła trochę kierunek i z czysto elektronicznych odmian przeszła na stronę folku i gitarowych melodii, oszczędnych w wielu punktach, wydając płyty Borko, czy Seabear. Nie mówię już o swoistej ofensywie islandzkich sił w postaci tych dwóch, oraz znakomitego Mum...
na płycie Lali Puny od wieków zachłanny na dźwięki wersji utworu "Awaiting For Accident" w remiksie Boom Bip. niestety youtube okazał się być zawodny, nie ma tam tego numeru. w zamian proponuje Past Machine, singiel, który promował wydawnictwo, jako jeden z niewielu premierowych numerów na tym składaku.
dodam, że nowa płyta za chwilę, miesiąc, bądź dwa. Lali Puna odwiedzi również Katowice, zagra na Off Festivalu. co jest zachętą dodatkową by na Śląsk z Mazur się wybrać.
wieczór otwierać za to powinna liryczna Speech Debelle. piękne instrumentarium z feelingiem i frazą, których to zawsze brakuje mi w hiphopowej obudowie. Ninja Tune niezawodna. zapominalskim przypomnę, że Speech dostała Mercury Music Prize. co to było za zaskoczenie! to tak, jakby u nas Twilite zdobył cztery Fryderyki... niemożliwe. singlowy "Go Then Bye" aż krzyczy "należało się".
a słabością do zdjęć na okładkach singli zakończę. Alison na epce A & E wygląda dokładnie tak, jak sobie ją wyobrażam w twórczych działaniach naturalnych, w eksploracji pyłków wiosny. remiks tytułowego nagrania pozwoli odkryć Wam, do czego zmierzam (albo i nie :)...)
Goldfrapp też w tym roku wydaje płytę. to będzie jednak powrót klasyki lat 80-tych i dźwięków tamtej samby. mnie się Felt Mountain zachciewa. przełom wieków dał za wiele na raz.
przypominam, jutro po 23ciej na falach Polskiego Radia Olsztyn, pierwszy pełny odcinek Przedziału Sypialnego w nowej postaci. zapraszam na www.ro.com.pl.
miłego.
czwartek, 11 marca 2010
krach nocny.
nie mogę się od czarnego hałasu uwolnić, najlepiej smakuje nocą, owszem. singlowy poniżej lepiej brzmi na płycie, w wersji nieskróconej. I to nie jest czuły punkt 70-minutowego albumu...
słońca, wiosny, bezsenności.
słońca, wiosny, bezsenności.
Subskrybuj:
Posty (Atom)