wtorek, 22 września 2009
gdybym.

***
gdybym miał wybierać pośród środków zastępczych, znaleziony niedawno, wydaje się być niezawodny. Bo jak nie odczuć kosmosu, który proponuje Hugo Race. Muzyk aktywny od lat 80-tych na scenie w rodzimej Australii, wreszcie i poza nią, za sprawą m.in. gry w Bad Seeds, czy własnego zespołu True Spirit. Nowa sprawa - to już jego nazwiskowa praca - "Between Hemispheres" ukaże się w Polsce 5 października, na świecie - tydzień później. Wydawcą jest polska oficyna Gusstaff Rec. To nie pierwsze wydanie czysto polskie. Ale chwalić trzeba, bo miałknięcia "źle, źle, źle" są na porządku dziennym. Zaprzeczmy.
Podoba mi się zdanie, które wymyśliła wytwórniowa drukarka, zacytuję: "Podróż w lodowatą szczelinę między kwantami a cyframi, ponadwymiarowe medytacje przechodzą przez synapsy między lewą a prawą półkulą mózgu, między myślą a ekspresją, między dwoma oscylującymi magnetycznymi biegunami - między półkulami."
Sam bym tego tak spójnie nie ujął - kieruje myśli do poprzedniego postu. Steku - słów.
Blues odchodzi w cień połączeń akustycznych warstw z korzennymi przestrzeniami rodem z dalekich plemiennych świąt. Dramat i pustka. A przy tym brutalność głębi. We wszystko zajrzał i pomieszał Michał Jacaszek, który zajął się masteringiem wydawnictwa.
I ważne. Hugo Race, co zaskakujące, pojawi się w Olsztynie, zapowiedź brzmi: 23 października, miejsce jak dotąd nieznane. Obecność obowiązkowa.
pwł.
papier, nożyczki, kamień.

Willard Grant Conspiracy. Robert Fisher. Tyle powinno się obowiązkowo znaleźć. Dziewiąty album, ich, wpadł do mnie niespodzianie, od tak. Pocztą. I skromnie nieskromnie zajechał mój odczyt. Myślowy, jak i zewnętrzny. Bo pląs na tę nutę udał mi się ostatnio, jak nigdy. Folkowe ograniczenie do minimum. Nagrywka w dwa dni powszednie. Skrzypce, gitary. Steve Wynn. Gdybyś rozbierał / rozbierała się do wanny. Willard mógłby Ci podać radykalnie ręcznik otuchy bądź parę w usta.
szczególnie "Scars" pod trzecim. poniżej jednak jedynka.
Soft Hand-Willard Grant Conspiracy
przyjeżdżają gdzieś w okolice, koniec września to Niemcy, październik to Włochy, Hiszpania i Belgia... może coś takiego jest w powietrzu, że jesienią te "la la la la" wpada do jeszcze chłodnych wnętrz izb, jak motorniczy wpada w mechanizm pułapkowy czasem w przerwie zajęć.
Odetchnijcie.
pwł.
za dawne.
Będąc w Krakowie zajrzałem do sklepów płytowych, niebudowlanych, nieceglanych. Muzycznych. Zbieram się zawsze na poszukiwanie w innych miejscach niż moje wielu dodatków, zadatków, tych z cenami poniżej przeciętnej. W stolicy Kraka trafił mi się na własność album Deerhuntera "Microcastle / Weird Era Continued". Ku uciesze, bo jak mnie pamięć nie myli, do jednej z audycji wiosny tegorocznej, pożyczałem wydawnictwo od znajomości. Bo własnego czułem i miałem brak. Szczęście me być w Krakowie. Bo jak nie opisać różnicy między posiadaniem a pożyczaniem? Ma własność - ma przyjemność. Zwielokrotniona. Za nadto. Szczególnie nocną trasą. Dwupłytka przypomniała mi o bajkowych dwuświatach. Bo jest i ten zwykły, bajeczny, lizakowaty z uzewnętrznianiem emocji, taki na plum plum. I pa. Drugi - na wyłączność - bajeczny w swej sprzeczności, sprośności i kłuciu. Taki jest ten Deerhunter. Dwie różne edycje na kolorowych krążkach. On nostalgicznie niepokojący - Microcastle, i dziewiczo przysposobiony i zamaszyście od razu. W chwili łapie się na bełkocie, który opisuje. Cóż, owocny inaczej. Sięgnijcie. Kto zapyta, ten wie.
linka de oficjala: http://deerhuntertheband.blogspot.com/
pięknotą:
pwł
linka de oficjala: http://deerhuntertheband.blogspot.com/
pięknotą:
pwł
braki.
Z przykrością informuję, że audycja "Przedział Sypialny" nie zdobyła uznania gremium, a tym samym nie powraca po letniej przerwie na antenę Polskiego Radia Olsztyn. Dziękuję tym samym za wszystkie sygnały od Was płynące, że było źle bądź dobrze.
Blog zmienia więc charakter. Instytucja audycji przenosi się w sferę wyobraźni, znajdziecie tu elementy układanki wirtualnej, która w innej rzeczywistości i otoczeniu znalazłaby się na antenie. Do dzieła.
Pozdrowienia tym samym z Krakowa. Szukając pieśni.
Blog zmienia więc charakter. Instytucja audycji przenosi się w sferę wyobraźni, znajdziecie tu elementy układanki wirtualnej, która w innej rzeczywistości i otoczeniu znalazłaby się na antenie. Do dzieła.
Pozdrowienia tym samym z Krakowa. Szukając pieśni.
piątek, 11 września 2009
Islandia powraca na noc. na szarość. na niewinność rzeczy małych.

Gdybym był rybą, ty byłabyś muszlą" - otwiera nowy album Mum - ponownie dziecinnie niewinny, ale i grzesznie dorastający. Sing Along to Song You Don't Know...polska premiera 21 września. Jest w tej płycie tajemniczość, ale nie taka zwykła, raczej poukładana, w schowki, szufladki, pod postacią kompozycji, których głównym zabiegiem jest wstrzykiwany w utwór rytm, transowy, pod kołdrą. Jest i cisza, ta islandzka, ludycznością swą liryczna. Z rytmu kapie wesołość, z ciszy - ukojenie. Mum był dla mnie przez kilka lat radością, później za sprawą ostatnich wybryków, odniosłem wrażenie zmęczenia tym i tamtym. Powrót okazał się, jak namiętność, którą uświadamiamy sobie po raz drugi. Niech trwa, nie trwa. Poniżej to, co uczynili niedawno w Katowicach, jako zapowiedź...Proszę się skusić...
środa, 2 września 2009
Radiohead w Poznaniu..

Nie wiem w zasadzie od czego zacząć, znajomi, których zabrakło na koncercie w stolicy Wielkopolski, pytają "i jak koncert?", a ja, że "nie wiem". Po tych dwóch słowach, nadchodzą następne i bez zastanowienia słyszę, że wychodzi na to, że mi się nie podobało. Dlaczego? Mam kilka argumentów. Zanim jednak do tego przejdę, jeszcze kilka słów o tym, że zespół był dla mnie ikoną w latach dziewięćdziesiątych, kiedy to poruszałem się po pościelach muzycznych świata, i szukałem, dobierałem, co moje, co nie. I Radiohead znalazło się na pierwszym miejscu wtedy. Do dziś nuta podium zostaje, płyty i single słuchane wiernie, co jakiś czas, lecz nie co chwilę. Na ten koncert, wydarzenie czekałem od lat. I pękła bańka. Bo nie mogę pojąć absolutnej bezkrytyki w stosunku do zespołu. A może potrafię? Bo sam kiedyś nie dałem o nich powiedzieć złego słowa? Zaprzeczam sobie, bo temat trudny, i niezwykle mnie dotknął w ostatnich dniach, występ w Poznaniu wiele rzeczy jednak uświadomił. Mi.

Podszedłem do ich występu z chłodnymi emocjami, nie tak, jak miało być. Analizowałem każdy utwór, każdą nutę, zboczenie zawodowe, że nie mogłem wejść w "to"? Pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Nie bawiłem się. Za to z obserwacji i argumentów, które obiecałem powyżej. Występ był zaplanowany w stu procentach, co odczułem tak boleśnie, mówiąc znajomym, nie było spontaniczności, był kolejny "show", po królowej popu w Warszawie. Idealnie zgrana materia dźwiękowa z tym, co mogli wszyscy zgromadzeni zobaczyć, jeżeli oczywiście nie mieli zamkniętych oczu i nie odpływali. Piękna scena, z którą jeżdżą po całym świecie od ubiegłego roku. Pomysł, by z rusztowania nad sceną zwisało kilkadziesiąt cienkich monitorów, dzięki którym iluminacje mają niezwykły charakter - jestem na tak. Kamery w odpowiednich miejscach - i wielki monitor za zespołem, na których na żywo obrazki z tych małych cudów techniki się ukazują - wyborny. Wszystko spójne, doskonałe wręcz.

I argument - dla mnie "za" doskonałe, bo każdy obraz, każde światło doskonale pasowało, wbijało się w dźwięk gitary, perkusji,basu, głosu Yorke'a. Stąd i zdanie, że Radiohead chciałbym zobaczyć w zamkniętym pomieszczeniu, niewielkim, przy atmosferze, która powoduje magię z założenia, i nie może być inaczej. Dość mam stadionowych gwiazd, które do nas przyjeżdżają, i się "pojawiają", "patrzcie, jesteśmy". Drugim elementem, który mnie zbił z tropu, był początek koncertu, kiedy po blisko 50 minutowej próbie dźwięku, i obecności na scenie wielu osób próbujących mikrofony i sprzęty - Radiohead nie potrafił grać? Dlaczego musieli podczas pierwszego utworu machać agresywnie rękoma, bo im doły i góry nie pasowały. W końcu "15 step", który w tym roku otwiera ich koncert, wypadł tak fałszywie, że youtube powinien wykasować z założenia wpadkę "geniuszu R.". Yorke zupełnie siebie nie słyszał, rozpaczliwie szukając przyczyny swojego antyśpiewu, patrząc ukradkiem na dźwiękowców "co do cholery jest?". Mimo wszystko rozgrzali sie, przy czwartym, czy piątym utworze, było już całkiem - ciepło. Wpadek jednak podczas koncertu było więcej. Każdy mógł usłyszeć znakomity "cios" przy pewnym znanym utworze z The Bends, kiedy Thom zapomniał (?!!), jak zacząć, i kilka pierwszych dźwięków brzmiało, jak próba gitary, po czym zaczął śpiewać, no i jakoś poleciało. To był "cios", policzek szacunku. Może za ostre te słowa, słyszałem jednak. Kolejnym argumentem, były wersje utworów. Niestety ukochany początek Kid A "Everything", z platformą na środku sceny, z elektronicznymi gadżetami, za którymi stał Yorke, i śpiewał grając - zupełnie nie wyszedł. Brak tempa, zgrania, polotu, jak to bywało w 2001 roku (I Might Be Wrong - Live Recordings). Od niechcenia 4 minuty znanych wersetów, wraz z ssaniem cytryny i budzeniem się. Tak, jakby zakłócił ktoś rytmiczne wybicie zegara o dwunastej. Karma Police i Paranoid Android - też bez zjadania pazurów radiogłowych. Zjedli siebie przy czwartym utworze - All I Neeed. I tu cisza niech nastąpi.

Były i wzniosłe momenty, "momenty były" - ale to nie żart. Optimistic - zaskakujące, że zagrali mój owoc a.d. 2000. Moja osobowość dźwiękowa a.d. 2000. I zgrabnie ubrany w poznański chłód Cytadeli. Smutek niezwykły w Videotape, kulminacja głosowych możliwości Yorke'a. Dane było usłyszeć zgromadzonym nową kompozycję - These Are My Twisted Words, trans wypadł świetnie - identycznie do mp3, którą każdy może ściągnąć za darmo ze strony zespołu. Ale ale.

I nie jest to moja odosobniona opinia - dokładnie pod numerem ósmym w trackliście okazał się być The Gloaming - utwór z Hail To The Thief, o którym zawsze wiedziałem, że ma potencjał. Wykonanie w Poznaniu - przeraziło me zmysły do granic możliwości, zabieg stosowany przy "Everything In It's Right Place" - samplowany na żywo głos Thoma, dał piorun emocji, trans jakiego w innym momencie tego koncertu nie doznałem. Teraz powracam do suchej studyjnej wersji i wspominam Mgłę.

Otoczony dźwiękami z przeszłości. Sierpniowej. Nie było No Suprises - mej jedynki. To w kwestii wersji, i życzeń. Argument trzy - i ostatni jest prozaiczny, 3 sektory, pierwszy zapchany do granic możliwości - i sardynki - w których i ja, marzący o zobaczeniu Radiohead z bliska. Chyba jestem za stary na bliskość z innymi podczas koncertu. Ma empatia odpadła, jak emalia ze ściany. A głosy z boku i tyłu, śpiewanie w quasiangielskim dopełniły wszystkiego. Jak można było zamknąć oczy i odpłynąć? Nie znam recepty. Nie znam recepty na ten koncert, nawet jak go wspominać. Bo ciesze się, że przyjechali, że zagrali, że widziałem, że słyszałem. Ale - że nie dojrzałem, że zezwoliłem na obcy ton tej relacji - nie cieszy. Może po prostu za wiele oczekiwałem...
Może najpiękniejsza płyta jesienna...

Zapamiętajcie ten znak na długo. To nie hit sezonu - jednego.
Romy, Baria, Oliver, Jamie - ta czwórka z Londynu mam wrażenie, że podbije, nie tylko poziom uczuć tej jesieni. Płyta, którą oferuje The XX - do tej pory nie wiem, czy czyta się "eks-eks", czy jak 20's...
Płynne, magiczne melodie, które mają połysk mimo młodych lat i scenicznego debiutu. Obecnie w trasie, hmmmm, z Florence And The Machine, co już o czymś świadczy...w październiku odwiedzą Niemcy, w Berlinie wystąpią w "Lido" - najbliżej nas by usłyszeć Crystalised (?)
Ten najnowszy singiel, w których zakochałem się, jak w proporcjach wyważonych...
Jeśli sięgniecie po tę płytę w całości, efekt nie będzie inny aniżeli przy powyższych ciałach dźwiękowych i obrazkowych...Jeśli nie wierzycie, zajrzyjcie pod ten adres: http://thexx.info tam darmowa mp3 na Was czeka.
I niech nie zmyli Was to, co piszą o sobie i swych wpływach, cytując: "Aaliyah to CocoRosie, Rihanna to The Cure, Missy Elliott to Chromatics, The Kills to Ginuwine, Pixies to Mariah Carey and Justin Timberlake to Tracy + the plastics". Dobrze, czy źle, oceńcie sami.
Więcej pięknych płyt tej jesieni!
P.S. Kobiecy głos korzysta z podpowiedzi i manier antyśpiewu PJ Harvey? Tak tylko pytam, bo usłyszałem opinię...
serdecznych słonecznych promieni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)