nie pamiętam nad czym tak bardzo ostatnio rozgadywałem się we wszelakich dysputach. przy muzycznym temacie, Atlas Sound, i długo dlugo nic. dla niewtajemniczonych, to Bradford James Cox, tak, ten od Deerhunter, nad którym to kilka notek niżej szczytowałem. eh, i będzie powtórka, bo jak nie ugiąć się nad kompozycjami Coxa, grane jakby na odpier**l frazy, nierówne bicie, ale to wszystko nic. bo tak ma być, i ja tak chcę! te zwolnienia, przeciągania, wyginania, ta płyta nie nadaje się do ćwiczeń jednak. po raz pierwszy popłynęła mimochodem, gdzieś pomiędzy The XX, a The Big Pink, i zaskoczyła, jak zawias w zawias, od razu. jest tu wszystko dla mnie. co potrzebne. Shelia - nr 6 na płycie rozbiła bank w moim duchu na wieczność. co ja się będę rozbijał. cholera, kolejna płyta roku. do diabła z takim zachwytem. ale wraca, eh powrócił mój młody niewinny muzyczny duch.
a tu z gościnnością Noaha Lennoxa (m.in. Animal Collective):
drżyjcie przed premierą - 20 października !!
p.s. mój faworyt się zmienia, Shelia, a może Quick Canal z Laetitią Sadier? Sami widzicie, drżyjcie!
czwartek, 1 października 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz