niedziela, 7 marca 2010

Iowa z pół happy endem

to miała być pierwsza moja ulubiona płyta polska tego roku. Iowa Super Soccer i ich Stories Without Happy Ending. Parafrazując tytuł, dla mego ucha to też nie był dobry koniec. Po kilku dniach nastąpiło drugie podejście, dziś trzecie. I co?

Wnioski po części pozostały jednak z pierwszego przesłuchania. Ale najpierw o faktach. Po zawirowaniach personalnych, jakie nawiedziły zespół, trzon formacji pozostał bez zmian. Pierwsze skrzypce nadal należą do Natalii Baranowskiej i Michała Skrzydło. Pierwsza płyta ukazała się 12 kwietnia 2008 roku, pt. Lullabies To Keep Your Eyes Closed. 15 marca do sklepów trafi ta nowa, z historiami bez happy endu....

Na początku tego roku Michał Skrzydło tak mówił o nowym krążku: Będzie to płyta bardziej gitarowa, choć nie zabraknie na niej utworów nawiązujących do pierwszej płyty. Dla mnie osobiście jest to płyta bardziej dynamiczna, chociaż niektórzy twierdzą, że jest spokojniejsza. Rzeczywiście może nie porywa aż tak rytmicznie, ale z pewnością gitary nadają jej innego charakteru. (cały wywiad znajdziecie tu)

I faktycznie, gitary to pierwsze tło, tuż po wokalu Natalii, o którym nie muszę chyba wspominać, że jest nadzwyczaj ciepły i dla mnie taki cielesny. Czasem jest żywiej, jak wspominał Michał (Mr. Lonely, Oh, My Heart), choć w przypadku Iowa nie do końca da się rozróżnić szybkie i wolne tempo...

Aranżacyjnie, drugi album w dorobku mysłowiczan jest bardziej bogaty. Słychać smaczki, które w przypadku gitarowej, delikatnej struktury piosenek, powinny mieć obowiązkowe miejsce w zestawie (m.in. Scary Book). Mimo wszystko, harmonie i melodie na Stories Without Happy Ending nie posiadają przestrzeni, do których przyzwyczaił nas debiut ISS. Tych pięknych, wpadających. Nie oznacza to jednak, że ta płyta jest słaba. Nie. Wręcz przeciwnie. Myślę, że czas i koncerty przykryją te kompozycje dodatkową szlachetnością. O niektóre z nich nie muszę się nawet martwić. Singlowy My World to cudowna melodia. i piękne partie skrzypiec w tle, podnoszące harmonię do maksimum. Gitara brzmi tu jak za starych dobrych czasów (uwaga, ze strony ISS możecie za darmo ściągnąć singlowy mój świat, proszę bardzo). Powtórką z debiutu jest Suzanne, i uznaję to za atut. Ba! Chcę więcej takich klasycznych powtórek. Posłuchajcie jeszcze Scary Book, by się utwierdzić, że to dobra płyta, idealna w czasie (trzecia minuta!). Bo dziś padał ogromnopłatkowy śnieg :)



co tu dużo mówić, jak każda recenzja, subiektywna, ta tym bardziej, bo miło wspominam ich otwarcie dużej sceny na Off Festivalu w 2006 roku, chyba 0 13-tej, kiedy z nieba padały rakotwórcze promienie świetlne :) ...

do płyty pewnie będę wracał, jednak nie tak często jak do debiutu... nadal czekam na moją pierwszą ulubioną polską płytę a.d. 2010...

polecam. i zapamiętać, Iowa Super Soccer. bo przyda się.

plum.



p.s. cały czas, po cichu, zastanawiam się, jakby zabrzmiał ISS po polsku, może w końcu doświadczę .)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz