wtorek, 22 września 2009

za dawne.

Będąc w Krakowie zajrzałem do sklepów płytowych, niebudowlanych, nieceglanych. Muzycznych. Zbieram się zawsze na poszukiwanie w innych miejscach niż moje wielu dodatków, zadatków, tych z cenami poniżej przeciętnej. W stolicy Kraka trafił mi się na własność album Deerhuntera "Microcastle / Weird Era Continued". Ku uciesze, bo jak mnie pamięć nie myli, do jednej z audycji wiosny tegorocznej, pożyczałem wydawnictwo od znajomości. Bo własnego czułem i miałem brak. Szczęście me być w Krakowie. Bo jak nie opisać różnicy między posiadaniem a pożyczaniem? Ma własność - ma przyjemność. Zwielokrotniona. Za nadto. Szczególnie nocną trasą. Dwupłytka przypomniała mi o bajkowych dwuświatach. Bo jest i ten zwykły, bajeczny, lizakowaty z uzewnętrznianiem emocji, taki na plum plum. I pa. Drugi - na wyłączność - bajeczny w swej sprzeczności, sprośności i kłuciu. Taki jest ten Deerhunter. Dwie różne edycje na kolorowych krążkach. On nostalgicznie niepokojący - Microcastle, i dziewiczo przysposobiony i zamaszyście od razu. W chwili łapie się na bełkocie, który opisuje. Cóż, owocny inaczej. Sięgnijcie. Kto zapyta, ten wie.

linka de oficjala: http://deerhuntertheband.blogspot.com/

pięknotą:



pwł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz